Prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog: Jesienią możemy słono zapłacić za wakacyjny luz

Prezentujemy Państwu fragment wywiadu przeprowadzonego przez dziennikarkę Gazety Krakowskiej Marią Mazurek z wirusologiem prof. UJ Krzysztofem Pyrciem: “- Jestem przerażony, jak egoistyczni czasem jesteśmy. Na początku pandemii wykupowaliśmy maseczki kartonami, bo wierzyliśmy, że chronią nas przed zakażeniem. Kiedy zorientowaliśmy się, że nie chronią nas, a ludzi wokół – to przestało nas to obchodzić. Bo co mi z tego, że mogę zakazić innych? – mówi prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog, biotechnolog, badacz koronawirusów.

(…)

To może fakt, że teraz tyle osób choruje, nie jest wcale taki niepokojący? Czym więcej z nas przechoruje to teraz, tym mniej jesienią, kiedy przebieg choroby potencjalnie będzie cięższy?

Ta logika ma sens. Tyle że boję się dwóch rzeczy. Po pierwsze: my weszliśmy w sezon pandemii w marcu, pojedyncze przypadki zaczęły wtedy tworzyć groźne ogniska. Wiemy, jak to się skończyło we Włoszech. Tym razem jednak w sezon jesienno-zimowy wejdziemy z bardzo dużą liczbą zakażeń „na starcie”. Zakładając, że obraz choroby wróci do tego z początków pandemii, to efektem może być pojawienie się bardzo wielu ciężkich przypadków w bardzo krótkim czasie. Nietrudno wyobrazić sobie, czym to się skończy. To jest jedna rzecz, której się boję.

A druga?
Badania, które są teraz prowadzone na całym świecie, wskazują, że mimo łagodnego przebiegu choroby, wirus może zostawiać trwałe ślady w organizmie. U części osób, które nieźle zniosły COVID-19, utrzymała się utrata zmysłów węchu i smaku. Pamiątką po wirusie mogą być też zmiany na płucach, na sercu, zmiany neurologiczne, a być może jeszcze inne, o których jeszcze nie wiemy. Jestem więc rozdarty. Z jednej strony rozmowa o koncepcie odporności stadnej (który sprowadza się do tego, że czym więcej osób przechoruje, tym bezpieczniejsza będzie reszta społeczeństwa) nie jest pozbawiona sensu, z drugiej może mieć bardzo, bardzo poważne konsekwencje. Tym bardziej że nie mamy pewności, jak długo utrzymuje się odporność organizmu na koronawirusa u ozdrowieńców. I tu jest kolejny hazard.

(…)

Zmieniło się też nasze podejście. Ludziom kompletnie puściły hamulce: ignorują maseczki, zasady dystansu i podstawowej higieny. – Na wakacjach koronawirusa nie ma – śmieją się. Inni wręcz twierdzą, że nigdy go nie było.

To jest lustrzane odbicie tego, co działo się wczesną wiosną, kiedy nie było jeszcze w Polsce pierwszego przypadku zakażenia, a wszyscy byli w totalnej histerii, zakładając, że to wirus podobny do wirusa ebola i że zaraz wszyscy umrzemy. Teraz ludzie wpadli w drugie ekstremum: skoro nie umarliśmy, to wirusa nie ma i nigdy nie było. To niesamowicie niebezpieczne podejście, z różnych powodów. Jeden to czysto zdrowotny: bo z takim podejściem łatwiej zakazić się wirusem, a COVID-19 może być niebezpieczny dla nas, naszej rodziny, ludzi z otoczenia. A druga sprawa jest taka, że my, jako społeczeństwo, nie zachowując minimum zdrowego rozsądku – a to minimum naprawdę nie utrudniłoby nam specjalnie życia – skazujemy się na kolejny bardzo trudny sezon. Jesienią możemy zapłacić słony rachunek za dzisiejszą postawę. Nawet jeśli osobiście nie zachorujemy, to może dojść do paraliżu gospodarki, turystyki, o służbie zdrowia nie mówiąc. A tak niewiele wysiłku trzeba – tyle że podejmowanego solidarnie, przez wszystkich – żeby temu zapobiec. Nie chodzi o to, żebyśmy zamykali się w domach, rezygnowali z życia, z aktywności, z podróży, żebyśmy dali się zwariować. Chodzi o respektowanie podstawowych zasad – to nie przeszkodziłoby nam w normalnym funkcjonowaniu. Apeluję tylko o minimum.

(…)

Co jest tym minimum, o którym pan mówi?

Dystansowanie, dystansowanie, dystansowanie. W racjonalnym zakresie. Spotykamy się z kimś – w porządku, ale starajmy się robić to na otwartej przestrzeni. Jeśli w środku, załóżmy maseczki albo przynajmniej starajmy się zachować dystans półtora metra, żeby ktoś na nas nie napluł ani my na niego. To tak naprawdę nie jest skomplikowane: mówimy o chorobie zakaźnej, która przenosi się głównie drogą kropelkową – bo ktoś na nas kichnie, zakaszle, napluje, nachucha. Włóżmy tę nieszczęsną maseczkę, jeśli nie chcemy jesienią siedzieć pozamykani w domach. To jest dość niska cena za uniknięcie potężnego zagrożenia. Nawet jeśli ktoś wątpi, czy ta epidemia istnieje (nie będę wdawał się w dyskusje z wyznawcami teorii spiskowych, to inny temat), warto się zastanowić, jakie będą konsekwencje tego, że jednak nie ma racji.

(…)

Pan powiedział na początku rozmowy, że jesteśmy w środku epidemii. A czy w jej połowie?

To by znaczyło, że za 10 miesięcy będziemy bezpieczni, a takiej gwarancji nie ma.

A jakby pan miał się przejść do bukmachera i postawić pieniądze na to, kiedy ta pandemia się skończy?

W jakim sensie się skończy?

Że wirus wygaśnie. Zniknie. Że już nie będziemy się nim zakażać.

Obstawiałbym, że nigdy. Sądzę, że najbardziej realnym scenariuszem jest to, że ten wirus z nami już zostanie, stanie się endemiczny, że nauczymy się z nim żyć. Myślę, że może stać się kolejnym wirusem przeziębieniowym, tak jak stało się to z czterema ludzkimi koronawirusami odpowiedzialnymi za przeziębienia: one też na początku prawdopodobnie powodowały ciężką chorobę, a teraz są już niegroźne i na nikim nie robią wrażenia. Ja bym swoje pieniądze stawiał na taki scenariusz. A ile zajmie dojście do momentu, kiedy ten wirus, który postawił świat do góry nogami, przestanie nas zajmować? Tu już nawet nie podejmuję się spekulacji, za dużo zmiennych. Ale odrobina optymizmu nie zaszkodzi. Rozmawiamy w znacznie lepszej sytuacji, niż ostatnio, na początku epidemii. W końcu będzie dobrze.

Profesor Krzysztof Pyrć. Urodzony w 1979 roku. Biotechnolog i wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii (prowadzi tam pracownię ViroGenetics), jest też wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego i wicekierownikiem zespołu doradczego Polskiej Akademii Nauk do spraw COVID-19. Odkrywca jednego z endemicznych koronawirusów. Razem z zespołem prowadzi badania nad wirusem SARS-CoV-2.

Całość wywiadu TUTAJ:

https://gazetakrakowska.pl/prof-krzysztof-pyrc-wirusolog-jesienia-mozemy-slono-zaplacic-za-wakacyjny-luz/ar/c1-15127387

 

1 response to "Prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog: Jesienią możemy słono zapłacić za wakacyjny luz"

  1. Przez: covid 19 SP1 Skawina wymuszanie oświadczeń Zamieszczono: 2 września 2020

    Witam

    Chciał bym się podzielić z Państwem nowym regulaminem SP1 wraz z załącznikami do tzn “dobrowolnego podpis” szkoły. Dzieci zostały poinformowane że jak nie dostarczą tych oświadczeń do nie zostaną wpuszczone do szkoły !
    Cześć rodziców podpisała, cześć nie. Nie wiem do czego są potrzebne takie oświadczenia, gdyż
    https://kuratorium.krakow.pl/
    nie wie nić o takim obowiązku, ponadto wspomniano iż dzieci mają do czynienia z pandemią od miesięcy, w życiu Publicznym.
    Zawrzało w internecie i rządach:
    https://wiadomosci.onet.pl/kraj/koronawirus-w-polsce-men-o-podpisywaniu-oswiadczen-swiadomosci-ryzyka-w-szkole/0m8kr4j
    https://www.polskieradio24.pl/5/1222/Artykul/2574336,MEN-nie-ma-podstaw-prawnych-dla-oswiadczen-o-swiadomosci-ryzyka-zakazenia-koronawirusem
    https://www.bankier.pl/wiadomosc/Oswiadczenia-ws-COVID-w-szkolach-Czy-trzeba-podpisac-MEN-komentuje-7954121.html
    Jest to ciekawa sprawa, iż w Skawinie takie praktyki są stosowane na siłę !
    Ponadto szkoły nie są przygotowane do pandemii uczniowie uczą się na 30m2/17 osób w magazynach, małych salach bez zachowania min dystansu społecznego jeden na drugim, a płyn do dezynfekcji jest jakiś rzadki, to samo mydło w toaletach.

    Pozdrawiam
    Życzę dużo zdrowia …….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.