Przełamując tabu umierania, śmierci i towarzyszących im przeżyć – apel – pomagajmy sobie w żałobie i mówmy o swoich emocjach

Problem dotykający każdego – jak radzić sobie z przemijaniem i stratą? To pytanie można nazwać uniwersalnym. Zanim przejdę do rozwiniętych rozważań – skupmy się na konkretach. Dla mieszkańców Skawiny ważna informacja – nieopodal, bo w sercu Krakowa działa Fundacja Nagle Sami. Skontaktowałam się z jej pracownikami i nawiązałam współpracę. Było to po sytuacji, kiedy rozpoczynając pracę jako pedagog szkolny – spotkałam się równocześnie w pierwszym tygodniu pracy z poważnym problemem. Dwóch naszych uczniów zginęło w wypadku samochodowym – uczennica I klasy technikum budowlanego i maturzysta, uczeń technikum informatycznego. Dla całej społeczności szkolnej sytuacja była bardzo traumatyczna, pozwoliliśmy sobie przeżywać dni żałoby. Przychodziliśmy do szkoły przez parę dni ubrani w kolorze czarnym i wspominaliśmy zmarłych. Młoda psycholog szkolna i pedagog, którym jak wspomniałam – zostałam ja, zmieniając wcześniejszego – myślę, że stanęłyśmy w obliczu najtrudniejszego zadania zawodowego. Przeżywaliśmy jak Martyna odchodziła w szpitalu w ciągu godzin, ale nie mogliśmy nie żyć złudną nadzieją, bo póki człowiek żyje… Jest dla nas żywy i trzeba otoczyć go atmosferą życzliwości, wsparcia. Szczególnie to jest rolą nauczycieli, wspierających uczniów w drodze ku dorosłości.

Kiedy już Martyna odeszła – zjawiła się w moim gabinecie jej koleżanka, płakała. Nasza rozmowa trwała godzinę i niech pozostanie tajemnicą. To był etap, kiedy uczniowie zaczęli dzielić się z nami swoimi przeżyciami na temat śmierci swojej koleżanki i kolegi. W lokalnej społeczności był to news, który jak to „czarny” news – żył swoim życiem, był popularny przez kilka dni. Tragedia wydarzyła się w kwietniu, w szkole traumę jej przeżywania definitywnie przerwały dopiero wakacje, a ja ze swoimi doświadczeniami postanowiłam wspierać młodych ludzi w procesie przeżywania żałoby, co uzgodniłyśmy z Anettą Mackiewicz, psychologiem, która zajmuje się interwencją kryzysową, obecnie pracując właśnie dla Fundacji Nagle Sami.

Żałoba nie jest chorobą

Fundacja Nagle Sami oferuje profesjonalne wsparcie osobom, które przeżywają żałobę. Anetta Mackiewicz w rozmowie ze mną podkreśla – żałoba nie jest chorobą. Każdy przeżywa ją indywidualnie. W Fundacji spotkałam prawdziwych psychologów, którzy nie boją się dotykać wszelkich aspektów związanych ze śmiercią, umieraniem, przeżywaniem żałoby. Co ważne – tutaj pracują ludzie, którzy potrafią otoczyć człowieka właściwym wsparciem, poświęcając mu tak wiele uwagi i czasu, jak potrzeba. Sprawdziłam osobiście działanie Fundacji, jest to miejsce, które polecam. Przez profesjonalizm pracujących tu ludzi, ich postawę otwartości, życzliwości, chęci pomocy, wczuwanie się w drugiego człowieka – a nadto pracowitości i pasji poznawania natury ludzkiej i doświadczeniu – mogę oferować to wsparcie jako pewne, gdzie człowiek zostanie zrozumiany możliwie w pełny sposób i postawiony na nogi właśnie mądrym wspieraniem. Myślę bowiem, że w przeżywaniu żałoby najważniejsze jest, by człowiek ze swoimi emocjami nie utopił się w sobie, by obok niego, blisko byli inni ludzie, włączali go do aktywnego życia i dawali mu do niego siłę. Godzenie się ze stratą następują w różnym tempie. Znam ludzi, którzy nigdy się z nią nie pogodzili i umarli w żałobie, choć specjaliści wyznaczają jej granice, kiedy jest ona normą. Myślę, że to pojęcie normy trzeba poszerzyć, przypatrując się poszczególnym przykładom. Znałam starszego mężczyznę, który stale przychodził na grób żony, na powitanie całował czule jej zdjęcie na nagrobku i na pożegnanie. Siadał obok niego i długo z nią rozmawiał, opowiadał o tym, co ważnego dzieje się w jego życiu. Jego żona po prostu nigdy nie umarła i ta postawa jest wzorem do naśladowania. Nie możemy nikomu zabronić traktowania zmarłej osoby jako takiej, która istnieje, choć może to brzmieć absurdalnie, ale w świetle wiary w życie poza doczesnym już nie.

Nazwij rzeczy po imieniu

Coraz głośniejszy staje się apel, także ludzi kultury, popularnych artystów, szczególnie, kiedy ludzie umierają, bo zmagali się sami z trudnymi, skrytymi stanami emocjonalnymi, nazywając ogólnie problem. Kiedy umiera człowiek z naszego otoczenia – ludzie często najpierw reagują niedowierzaniem, zdarza się, że kolejne odczucia, szczególnie osób silnie związanych ze zmarłymi to chęć ponownego połączenia się z nimi. Pojawiają się czasem nawet myśli samobójcze. To są naturalne reakcje, ale bardzo niebezpieczne. Trzeba docierać do takich tendencji i udzielać ludziom – najlepiej profesjonalnego wsparcia, nie ryzykując, gdy mamy do czynienia z ekstremalnymi problemami. Ważne, by ludzie, których przytłaczają odczucia, bardzo trudne – towarzyszące staracie – wiedzieli, że są miejsca, gdzie mogą liczyć na PRAWDZIWE wsparcie. Czasami musi ono być profesjonalne. Warto wówczas zwrócić się do profesjonalistów, którzy mają temat dobrze opracowany, specjalizują się w sytuacjach przeżywania żałoby.

Powinniśmy więcej wciąż mówić o tym, co przeżywamy. Tymczasem „kultura” wychowuje nas w tłumieniu, nie okazywaniu uczuć. Ważne jest, by dzielić się emocjami, nie tylko wśród bliskich, ale także zaufanych osób, które potrafią udzielić specjalistycznego wsparcia. Interwencja na wczesnym etapie jest bardzo ważna, by nie pozwolić, aby emocje, z którymi sobie nie radzimy – przybrały tak na sile i stały się uciążliwe w dalszym czasie, że mogą doprowadzić do rozwoju zaburzeń psychicznych. Wiemy wszyscy, że lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Leczenie jest z reguły czasochłonne, jeśli ma być kompletne, doprowadzić do zamierzonego efektu – pełnego wyzdrowienia. Przede wszystkim dopuśćmy do siebie myśl, że możemy w swoim życiu przeżywać różne emocje, mamy do tego prawo i nie powinniśmy ich w sobie kumulować, bo to destruktywne. Najlepszą formą pomocy jest rozmowa z drugim człowiekiem, obecność innych, którzy nam towarzyszą i pozwalają wyrazić swoje uczucia. Ważne jednak jest także, by nie pogrążać się tylko w negatywnych emocjach. Trzeba ucinać takie spirale, bo to błędne koło. Nie ma sensu na okrągło rozpamiętywać najgorszych momentów z życia. Należy szukać pozytywnych doświadczeń, nie lekceważąc potrzeby leczenia doświadczonej traumy. I przede wszystkim – tego nie trzeba się wstydzić. Wszyscy przeżywamy w swoim życiu zachwiania psychiki, kryzysy, są normą rozwojową, częstą pierwszą, naturalną reakcją na różnego rodzaju sytuacje trudne.

Trochę historii

W poprzednich epokach, w średniowieczu, baroku – ludzie żyli wręcz obsesją śmierci, ale wyrażali swoje emocje, lęki poprzez sztukę, oswajając się z tematem. Współcześnie uznaje się, że żyjemy w cywilizacji śmierci, gdzie żywy jest kult młodości, pięknego ciała, siły, witalności, gdzie nie ma miejsca na rozważania o śmierci, ułomności, starości. Myślę, że powoli on ustępuje – pojawiają się w przestrzeni publicznej dojrzałe modelki, udowadniając, że człowiek może być piękny w każdym wieku i należy o siebie dbać, niezależnie czy ma się lat 20 czy 90. W każdym wieku człowiek ma swoje potrzeby, zarówno fizyczne, jak psychiczne (w każdym wieku człowieka trzeba otoczyć wsparciem, to jednostka z odczuciami, którą trzeba leczyć, pomagać, ratować, gdy to potrzebne, dbając o jej dobrostan psychofizyczny). Zrodzony w romantyzmie kult młodości, tego, co emocjonalne, rządzące się gwałtowną naturą – po raz kolejny napotyka siłę spokoju, trwania. Społeczeństwo na całym świecie dynamicznie się starzeje. Reklama, będąca popularyzatorką trendów, nastawiona na zysk – dostrzega potrzeby sektora osób, których liczebność dynamicznie wzrasta i to zjawisko, które prognozuje się na najbliższe lata.

W wolnym czasie przez lata pracowałam z osobami z Domu Pomocy Społecznej w Warsztacie Terapii Zajęciowej w Zebrzydowicach, przy Kalwarii Zebrzydowskiej. Była to placówka, która słynęła z tego, że są tu umieszczeni ludzie z dużymi problemami zdrowotnymi (także psychicznymi, kiedyś to miejsce miało umowę ze szpitalem psychiatrycznym – szczerze, po jej rozwiązaniu wiele się nie zmieniło). Przed przystąpieniem do moich obowiązków w związku z tym – przeszłam szkolenia w Szpitalu Bonifratrów w Krakowie z zakresu opieki nad osobami terminalnie chorymi. Szkoliłam się w zakresie wsparcia psychologicznego, udzielanego także rodzinie oraz podstawowej opieki medycznej nad chorym. Gdyby nie kolejne studia polonistyczne, jakie kończę – szłabym w kierunku medycznym, byłam nawet w szkole o tym profilu, ale brakowało mi czasu i zaprzestałam tej aktywności.

Nie bój się rozmawiać

Gdy spotykam psychologów – pytają, jak radzę sobie wykonując swoją pracę, jak sobie radziłam pracując z osobami starszymi, schorowanymi, które odchodziły? Zapytała mnie także o to Anetta Mackiewicz. Odpowiedziałam, że trenowałam w AZS AW, w sekcji lekkoatletycznej, rzut oszczepem i „rekreacyjnie” pchnięcie kulą (ruch jest dobrym sposobem na uwolnienie emocji, rozładowanie napięć, stresu). Stwierdziła, że jak mnie zobaczyła w drzwiach, po posturze pomyślała, że trenuję właśnie podobne sporty. Odpowiedziałam, że zaprzestałam i nie było w moim życiu czasu, by zajmować się tym naprawdę profesjonalnie, choć moje treningi były na tym poziomie. Skupiałam się na nauce i pracy, tym, co w życiu elementarne, konieczne. Pewnie nosiłabym też już mundur policyjny, ale wolę póki co być blisko człowieka, po cywilnemu. Przyglądamy się w ostatnim czasie kolejnym akcjom, gdy władza jest nadużywana, ale zostawmy ten temat, bo mam na uwadze szczególnie jako pedagog – tematy, które są ważne dla człowieka od strony przeżyć, które funduje mu jego natura i realia życia. Nie bójmy się rozmawiać o śmierci, pozwólmy ją sobie przeżywać, dajmy sobie pomagać. Musimy poruszać takie tematy, byśmy mogli siebie nawzajem ratować. Mamy już sierpień, Anetta Mackiewicz mówi, że to kolejny okres po zimowym i przed wiosennym, kiedy zmagamy się z plagą samobójstw. To także ważny temat, to temat śmierci, z którym nierzadko ludzie przychodzą do Fundacji Nagle Sami. Bądźmy na siebie uważni. Anetta Mackiewicz zwraca uwagę – człowiek, który planuje samobójstwo często normalnie funkcjonuje, nie zdradza objawów, bo on już ma strategie „zaradczą”, wie, co zrobić, ma „plan działania” opracowany. Zróbmy wszystko, co w naszej mocy, by zapobiegać tragediom przedwczesnych śmierci, dramatom nagłych rozstań rodzinnych. Niech nauczyciele w szkole i pedagodzy, psychologowie nieustannie rozmawiają z uczniami bez potępiania na każde tematy. Niech w rodzinie poza pracą nie braknie czasu na spotkania ze sobą, które będą prawdziwe – z czasem na rozmowę w cztery oczy. Aby ten kontakt z drugim człowiekiem był rzeczywistym doświadczeniem spotkania, w którym można odczuć obecność, bliskość, wsparcie drugiej osoby.

Chorujemy na samotność

Chorujemy na samotność, na brak, na brak emocjonalny drugiego człowieka w erze powszechnego terroryzmu i strachu (pojedynczy człowiek stał się realnym zagrożeniem dla grupy osób). Brakuje nam poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Współczesność za to zafundowała nam stały pośpiech, życie w biegu, wszystko „fast” – szybkie – zaczęło być w cenie, ale to nie oznacza jakości. To szybkie załatwianie potrzeb. To nie jest rzeczywiste przeżywania swojej egzystencji. Zamiast być ze sobą, zaczęliśmy żyć obok siebie w swoich twierdzach. Nawet nie tyle żyć, co stale ze sobą konkurować i porównywać się co do jakości życia i osiągnięć. Tymczasem jakie to osiągnięcia? Narzucony dla siebie reżim? Filozofia destruktywnego wyścigu i wzajemnej eliminacji, zamiast współegzystencji? – Bo na tym opiera się społeczeństwo. Odpowiedzialne społeczeństwo potrafi się wzajemnie o siebie troszczyć, bez spychania na margines słabszych.

We współczesnych czasach, w dobie powszechnego dostępu do różnych komunikatorów – chyba najbardziej brakuje nam spotkania z drugim człowiekiem, rozmowy opartej na życzliwości, pełnej zrozumienia. Czytelniku, jeśli czujesz, że jesteś sam w trudnym czasie żałoby – sięgnij po telefon, porozmawiaj, może ze specjalistami z Fundacji Nagle Sami. Może będzie to początek nowego etapu w Twoim życiu, w którym pomoże Ci spotkanie życzliwego człowieka, który opracował w swoim życiu na wielu przykładach problem przeżywania żałoby. Mam nadzieję, że temat poruszony w niniejszym artykule z konkretnym wskazaniem przykładu możliwości uzyskania sprawdzonej pomocy – będzie użyteczny dla tych, którzy sami zmagają się z procesem godzenia się ze stratą.

Rozmawiajmy ze sobą!

Powtórzę na koniec apel – bądźmy na siebie uważni, nie tylko na ludzi, którzy są obok nas „zatopieni” w sobie, ale także na tych, jacy z pozoru żyją normalnie i zdaje się, że nic im nie brakuje. Problemy egzystencjalne dotykają każdego z nas. Zdarza się, że i one ludzi przerastają. Stąd jeszcze raz powtarzam – rozmawiajmy ze sobą na każdy temat! Spotykam osoby, które nie potrafią otworzyć się przed osobami bliskimi i szukają wsparcia u obcych. To nie jest złe, że szukamy wsparcia u profesjonalistów. Może tak się stać, że nie będzie wystarczająca obecność i wsparcie otoczenia. Czasem trzeba udać się do specjalisty.

Dajmy sobie siłę nawzajem do przeżywania strat. Bądźmy dla siebie, szczególnie tam, gdzie kogoś zabrakło, zwłaszcza nagle. Pamiętajmy, że samotność dotyka nie tylko osoby starsze, ale i młodsze. Bądźmy na siebie wyczuleni, miejmy oczy otwarte. Chciejmy dostrzegać sytuacje, gdy komuś dzieje się krzywda. To prosty apel we współczesnym społeczeństwie, gdzie mimo tego, że wszędzie są ludzie – jest tyle samotności, dramatów samobójstw, dyskryminacji, odtrącenia, oceny, skazującej na opuszczenie, potępienie, marginalizację.

Wsparcie i kontakt

Fundacja Nagle Sami prowadzi bezpłatny Telefon Wsparcia: 800 108 108 (taki kontakt daje anonimowość i może być pierwszym krokiem do pomocy sobie), który jest czynny w dni powszednie od godz. 14.00 do 20.00. Informacje odnośnie szczegółowej oferty wsparcia można uzyskać pod numerem telefonu: 502 511 138 (od poniedziałku do piątku w godz. 9.30-16.30). Można także skontaktować się mailowo: [email protected]

Pytania do psychologa można kierować pod adresem: [email protected]

Możliwe jest również skorzystanie z pomocy prawnika: [email protected]

Tarłowska 11/1 to ważny adres w Krakowie (nieopodal Wawelu). Tutaj osoby przeżywające żałobę korzystają ze wsparcia specjalistów Fundacji Nagle Sami. Będąc tutaj pierwszy raz – weszłam z pogrążonego w deszczu Krakowa, tętniącego mimo to życiem w okresie przed wakacyjnym – do zacisznego miejsca, o stonowanych kolorach, które zapewnia dyskrecję i komfort.

Katarzyna Lisowska

pedagog, członek Ochotniczej Grupy Medycznej z Wieliczki

PS

W razie chęci kontaktu, pytań –  podaję Czytelnikom swój adres mailowy:

[email protected]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *